nowości 2024

Edward Balcerzan Domysły

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Tomasz Majzel Części

Karol Samsel Autodafe 7

książki z 2023

Andrzej Ballo Niczyje

Maciej Bieszczad Pasaże

Maciej Bieszczad Ultradźwięki

Zbigniew Chojnowski Co to to

Tomasz Dalasiński Dzień na Ziemi i 29 nowych pieśni o rzeczach i ludziach

Kazimierz Fajfer Całokształt

Zenon Fajfer Pieśń słowronka

Piotr Fluks Nie z tego światła

Anna Frajlich Szymborska. Poeta poetów

Adrian Gleń Jest

Jarek Holden Gojtowski Urywki

Jarosław Jakubowski Baza

Jarosław Jakubowski Koń

Waldemar Jocher dzieńdzień

Jolanta Jonaszko Nietutejsi

Bogusław Kierc Dla tego

Andrzej Kopacki Życie codzienne podczas wojny opodal

Jarosław Księżyk Hydra

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito w podróży

Franciszek Lime Garderoba cieni

Artur Daniel Liskowacki Do żywego

Grażyna Obrąpalska Zanim pogubią się litery

Elżbieta Olak W deszczu

Gustaw Rajmus >>Dwie Historie<< i inne historie

Juan Manuel Roca Obywatel nocy

Karol Samsel Autodafe 6

Kenneth White Przymierze z Ziemią

Andrzej Wojciechowski Budzą mnie w nocy słowa do zapisania

Wojciech Zamysłowski Birdy peak experience

City 6. Antologia polskich opowiadań grozy

PLANETA, Historia wierszy 46

2018-02-10 15:40

„Wyznanie nanotechnologiczne” z tomiku „Hologramy” (2015) to produkt jednego ze spotkań z Markiem Parulskim. Nocował u mnie. Spał w moich ramionach. Spał obok mnie. Spał na ziemi. Zobaczyłam wtedy jego stopy. Były trupio blade. Zafascynowały mnie, ale też wywołały uczucie grozy. To dlatego piszę w tym wierszu jak jego stopy zakładają sandały słońca. Tak, jego stopy były księżycowe pragnęły słońca, by żyć. W tym wierszu byłam szczera. Chciałam być szczera. Opowiedzieć coś, co przenikało mnie od stóp do głów. Opowiedzieć coś, co wchodziło w każdy milimetr mojej skóry. Coś, co dostawało się do krwiobiegu i zatrzymywało się w moim sercu. To on zaproponował abyśmy spędzili razem noc. Przygotowywałam się do tej nocy. Małe kolorowe wachlarzyki z fragmentami moich wierszy miłosnych do losowania. Koperty w których były karteczki z odbitymi pocałunkami w różnych kolorach pomadek. Wymyślałam różne rzeczy byleby odciągnąć to, co może mężczyzna oczekiwać od takiej nocy. Przedłużyć czas, aż do świtu, gdy przetrzemy oczy i powiemy sobie jak bardzo się kochamy. Nie chciałam by cielesność przesłoniła nam to, co było między nami porozumieniem bez słów. Zresztą chyba woleliśmy się na odległość. Dystans dawał nam możliwość ucieleśniania słowa. Oddalenie nadawało naszej znajomości jakiś kosmiczny wymiar. Kiedyś po maratonie wymieniania z nim telefonów i esemesów powiedziałam jestem już zmęczona idę się kąpać. A on na to: „chcesz mnie z siebie zmyć?!”. Powiedział to w sposób histeryczny jakby w to naprawdę wierzył. Coś w tym było. Cała czułam się z niego. Jakby mnie dotykał, a przecież wciąż dzieliły nas kilometry. Cała byłam z wiersza. Tak, przy nim stawałam się wierszem. Pisałam całą sobą. Wiedziałam, że Marek kocha moje wiersze. Niekiedy się nawet zastanawiałam czy bardziej kocha mnie czy moje wiersze. Między nami był kosmos. Odwrócenie ról. To ziemia była daleko a wszechświat w naszych dłoniach.

© Ewa Sonnenberg